Za sterami X-winga i TIA. Recenzja Star Wars Squadrons
Od fanów Gwizdanych Wojen słyszałem sporo na temat serii X-wing i TIA, że to była jakieś legendarna seria gier symulatorów myśliwskich osadzonych w świecie Star Wars. Ja sam osobiście w żadne symulatory Gwiezdno Wojenne raczej nie grałem, jedyne co pamiętam to że raz oglądałem w telewizji (kiedyś kanały o grach leciały w telewizji XD) jakąś zapowiedz symulatora latania myśliwcem, o ile dobrze pamiętam leciało się X-wingiem. Zdaje sobie sprawę że popularność takich rodzaju gier już dawno przeminęła, jednak też wiem że dla wielu takie gry był kwintesencją spełnienia marzeń dzieciństwa. Każdy, chyba, młodziak po oglądnięciu swoich pierwszych Gwiezdnych Wojen doszedł do wniosku że jego marzeniem jest usiąść za sterami myśliwca Rebelii kultowego X-winga albo też Imperialnego TIA. Kiedyś LucasArt widać miał pewne pomysł na różne serie, bo przecież uniwersum Star Wars jest na tyle bogate że można zrobić z niego praktycznie każdy rodzaj opowieści co doskonale udowadniają książki. A w nowym kanonie brakowałaś właśnie gry która by poruszała tematykę specjalistyczną, czyli symulatora gwiezdnego myśliwca. Jest to o tyle ciekawe że w pewien sposób dostarczono nam podobną rozrywkę przy okazji Battelfronta 2 gdzie model sterowania statkami był nieco inny niż ten który otrzymuje w dziś omawianej grze. Bardziej arkeidowy powiedział by ktoś, z kamerą z pleców myśliwca. Jest to o tyle ciekawe że nisza na symulator, ale taki prawdziwy, który imitował by prawdziwy myśliwiec, była.
Od kilku lat władze nad uniwersum Star Wars sprawuje Disney, który udostępnia licencje dla EA (ostatnio również na Ubisoft). Co jest konsekwencją tych wydarzeń uniwersum jest stopniowo zarzynane przez Disney oraz wydawców którzy postępują irracjonalnie. EA z jakiegoś powodu wydaje bardzo mało gier mimo iż licencja przez lata była w ich rękach, aż do 2023 gry były tylko na wyłączą dla tego giganta który nie zrobił wielkiego użytku produkując jedynie gry usługi i powodują sporo zamieszania wśród graczy. Dopiero pod koniec posiadania swojej licencji EA zdecydowało się na zrobienie z niej użytku, przede wszystkim początkująca serie Jedi opowiadającej o Calu Kesisie oraz decydując się na zrobienie gry dla starych fanów, Squadrons. I tak oto EA zdecydowało się na znalezienie odpowiedniego studia do tej roboty które naprawdę włożyło masę serca do tej produkcji. Tak oto zadanie stworzenia gry spadło na wasalne studio elektroników Motive Studio którzy nie bez pewnych problemów postanowili wysmażyć nam symulator myśliwca którego jeszcze nie mieliśmy.
Star Wars : Squadrons zadebiutował 2 października 2020 jednocześnie na wszystkim możliwych platformach do grania, PC,PS4 i XBOXie XONE. Za stworzenie gry odpowiedzialne jest wasalne studia elektroników czyli Motive Studio, dla który gra jest grą debiutancką, ich pierwsza produkcja wypuszczona jednak pod okiem molochowego wydawcy. Wydawcą zaś zarówno zagranicznym jak i krajowym EA czyli : Electronic Art. Prawie każda produkcja osadzona w uniwersum jest zmuszona do czerpania w postaci filmów, jest to zrozumiałe. Ale każda napotkana przezmianie produkcja zawsze odwołuje się do klasycznej trylogii. To właśnie ta klasyczna opowieść jest głównym spoiwem uniwersum, nie zauważyłem żadnej gry która odważyła by się korzystać z innych dobroci uniwersum (choć za pomocą Mandalorianina sprawa może się przełamać). Opowieść jest ulokowano na dwóch torach, zasadnicza główna odbywa się kilka lat po wydarzeniach z VI epizodu czyli Powrotu Jedi gdzie wojna domowa przekształciła się w pełno prawny konflikt, sam prolog który zapozna nas z historią kampanii jednak jest umieszczony gdzieś około IV epizodu Nowej Nadziei. Skupmy się jednak na głównej opowieści. Akcja rozgrywa się w trakcie wojny domowej, Imperator nie żyje już od dawna, samo Imperium jest poważnie pokiereszowane i osłabione, targane walkami wewnętrznymi między frakcjami. Zaś Rebelia przekształciła się w pełno prawną Nową Republikę ze stolicą na Chandrila. Wojna domowa trwa nadal i zdaje się być bardzo wyrównana. Opowieść jest nam przedstawiona z dwóch zupełnie różnych preskryptywny, wcielamy się w rolę pilota myśliwca odpowiednio Nowej Republiki oraz Imperium Galaktycznego. Postać w która się wcielani jest zupełnym przez nas stworzona, od płci, jak i nadania głosu itp. Mimo iż wszyscy przez całą grę uważnie nam pucują jacy to wspaniali nie jesteśmy to nie dajcie się zwieść, gra robi nas w banbuko i udaje że nie jesteśmy statystą. Ze względu na dziwaczną możliwość personifikacji wyglądu, ubioru i itp naszego bohatera pozbawiono go głosu, zatem jedynie możemy wysłuchiwać dialogów i nawet nie powiem słowa. Czujemy się niczym Gordon Friman. Opowieść jest skupiona na budowie tajne broni... uwaga... Republiki !!!! Jest to nie miłe zaskoczenie ! Tym razem to ci teoretycznie "dobrzy" budują wielką broń a strona "zła" imperialna próbuje im przeszkodzić i zniszczyć tę broń. W tym wielkim konflikcie mamy też udział dwóch postaci dowódcy republikańskiego oraz imperialnego którzy znają się i mają ze sobą na pieńku, rozumiem że miało to nadać historii jakiegoś dziwacznego patosu i takie tam ale na mnie nie podziałało. Ogólnie tak prezentuje się historia. Na wstępie muszę grę pochwalić i zganić. Zganić za poprawność polityczną która w grze jest aż dostrzegalna, bardziej jest to śmieszne niż irytujące. Pochwalić za całkiem niezła spójność z nowym kanonem w kwestii wykorzystania postaci, miejsc i historii już opowiedzianych badż przedstawionych. Tak mamy tutaj znaną z książek admirał Sloane, Here Syndulle z serialu Rebels która jest generałem Nowej Republiki czy Wedge Antiles z oryginalnej trylogii, pojawiają się planety Mon Calamarii, Chandrila. Wspominana jest Iden Versio z Battlefronta czy też Eskadra Alfabet z serii książek o niej. Zdecydowanie cieszy że ktoś w końcu zdecydował się na wykorzystanie tego uniwersum które przynajmniej na chwilę sprawiało wrażenie żywego. Zdecydowanie należy grę docenić za wierność oryginalnej trylogii i wierność w odwzorowaniu latania myśliwcem w uniwersum Gwiezdnych Wojen ale o tym za chwile.
Pod względem mechanik gra jest symulatorem myśliwca gwiezdnego, strzelanką oraz nędzną imitacją życia pilota myśliwskiego którego życie ogranicza się do słuchania dialogów i teleportowania z miejsca na miejsce, no ale ten szczegół pominiemy. Skupmy się na najistotniejszym, czyli lataniu, strzelaniu i sterowaniu. Zacznijmy najpierw od sterowania, ja grałem na PC powiem tak sterowanie jest dokładnie takie jak je zapamiętałem z przykładowych symulatorów myśliwskich, z tą jedną zasadną różnicą że myśliwcem kierujemy bezpośrednio z kokpitu a nie za silników, zdecydowanie jest to zupełnie inny rodzaj sterowanie niż to które znamy choćby z Battlefronta (choć ja osobiście nie preferuje żadnego z nich i uważam że oba mają wady i zalety). Zdecydowanie dobrze zaprojektowany kokpit z urządzeniami które możemy kontrolować pozwala na niezłe wczucie się w pilota Republiki bądź też Imperium. Ważnym aspektem rozgrywki jest odpowiednia kontrola nad zasobami mocy, czyli tzw przepustnicą. Energię może przeznaczyć do silników, dział czy, jeśli je mamy, to do osłon, tym samym wzmacniając te elementy naszego statku na których najbardziej nam zależy. Elementarne wyczucie w zarządzaniu przepustnicą jest kluczowe dla swobodnej rozgrywki, odpowiednie przełączenie w przepustnicy z poziomy wzmacniania ognia laserowego do silników kiedy goni nas rakieta albo do osłon gdy na ogonie usiądzie wrogi statek. Jest to mechanika kluczowa w alce symulatorowej. Żeby było jeszcze ciekawiej twórcy wyposażyli różne modele statków w odpowiednie umiejętności a także prawie każdy dysponuje rakietami samonaprowadzającymi, czy też zestawem naprawczym gdybyśmy musieli ratować się w sytuacji awaryjnej. Zaoferowanie w zabawy w pilota i spełnienia swoich dziecięcych marze o sterowania kultowymi X-Wingami lub też imperialnymi TIA to nie jedyna co gra oferuje. Bo przecież prócz tego ma do pokazania inne rodzaje myśliwców z klasycznej trylogii mamy A-Wing i Y-Wingi i tak dalej, znalazło się też po dwie nowe maszyny : B-Wingy z Łotra 1 oraz TIA z serialu Rebels (występowały też legendach). Gra oferuje też możliwość personifikacji naszych maszyn, może np uzbroić je w lepszy pancerz jednak okupimy to prędkością lub sterownością statku. Możemy wymienić nasze uzbrojenie z pojedynczych strzałowców na ciągłą serię, jednak sprawi to że będziemy mogli uderzać jedynie precyzyjnymi salwami gdyż czas ich ponownego naładowania będzie bardzo długi. Należy te wspomnieć jeszcze o pewnej zabawy w symulacje która próbuje nas oszukać. W rzeczywistości bowiem jesteśmy statywną kukiełką, co prawda możemy nadać naszej postaci płeć, wygląd i tak dalej (co prawda kreator postaci jest bardzo ubogi ale w zasadzie dla czego miał by niby być bogatszy) ale jest to wszystko puste. W przerwach między misjami wracamy na nasz macierzysty okręt gdzie mamy teoretycznie bazę, mechaników kumpli z eskadry którzy bez końca nam pucują i takie tam, ale w zasadzie to nic nie znaczy. Nie możemy się wypowiedzieć, niby istniejemy i takie tam ale jako że nawet nie możemy się ruszyć, jesteśmy zmuszeni do wysłuchiwania dialogów i nawet nie możemy zrobić nic konkretnego w warstwie fabuły sprawia że to wszystko jest pustym doświadczeniem. Ogólnie EA które w owym czasie wyczuł zmęczenie graczy DLC'a postanowili że oni też wydadzą produkt w pełni gotowy i nie wzbogaci go dodatkowymi zawartościami, niby fajnie ale akurat w tym przypadku dodatkowa zawartość by się przydało np statki z okresu Wojen klonów i takie tam. Oczywiście jak to bywa w przypadku każdej gry od EA, wydawcy marzyło się że Squadrons przejdzie na pełen tryb multi, niezrozumiałej jest w takim wypadku tak mała liczba trybów rozgrywki w grze wieloosobowej.
Podsumowują Star Wars Squadrons jest grą bardzo specyficzną, polecam zwolennikom symulatorów lub fanom Gwiezdnych Wojen, przeciętny gracz może sobie spokojnie odpuścić ten tytuł gdyż nie ma on tak wiele do zaoferowania. Ocena końcowa 6/10
Pozdrawiam
Tybero


