Jak to działa
Przejdź do gry Soul Calibur
Soul Calibur
5.0 1 4 0
21.03.2026

Soul Calibur V-Fabuła

To jest podręcznikowy przykład tego, jak wziąć jedną z najpotężniejszych legend w historii bijatyk i spuścić ją w kanale, zostawiając fanów z poczuciem, że ktoś ich okradł z ulubionych wspomnień.


Przekleństwo siedemnastu lat i zmarnowany czas:


Największym grzechem „piątki” jest ten nieszczęsny skok w czasie o 17 lat, który wyciął z obsady połowę legendarnych postaci, zastępując je „młodszymi wersjami”, które mają w sobie tyle charyzmy, co mokry karton. Wyobraź sobie, że przez lata budujesz więź z takimi ikonami jak Taki, Seong Mi-na czy Talim, a potem dostajesz grę, która mówi ci: „Zapomnij o nich, teraz masz Patroklosa”



I tu dochodzimy do sedna problemu, protagonisty, którego po prostu nie da się lubić. Patroklos to arogancki, zaślepiony i zwyczajnie irytujący typek, którego droga do „odkupienia” jest tak płytka, że aż bolą zęby.

Jego siostra Pyrrha nie jest lepsza; jej ciągłe przepraszanie za to, że żyje i morduje, sprawia, że masz ochotę wyłączyć konsolę i gapić się w sufit, byle tylko nie słuchać jej jęków. W poprzednich częściach, jak chociażby w genialnej „trójce” z trybem Chronicles of the Sword, czułeś ciężar historii i przeznaczenia, a tutaj masz wrażenie, że oglądasz kiepskie anime z bohaterami, których najchętniej sam byś wykopał z areny.


​Fabuła pisana na kolanie i brak finałów:


To, co najbardziej boli w porównaniu do reszty serii, to fakt, że tryb fabularny w SoulCalibur V skupia się niemal wyłącznie na tym nieszczęsnym rodzeństwie Aleksandrów. W takim SoulCalibur VI czy IV każda postać miała swoje miejsce w świecie, swoje motywacje i zakończenia. W „piątce” reszta genialnego rosteru – jak chociażby mroczny i tajemniczy Z.W.E.I. czy Viola – to tylko statyści, którzy pojawiają się na chwilę, by dostać łomot i zniknąć bez słowa wyjaśnienia.








Grając w tę grę możesz zdobyć 100 Graj

Gra nawet nie udaje, że ich historie mają znaczenie; nie dostajemy klasycznych zakończeń Arcade dla każdego wojownika, co zawsze było sercem tej serii. Zamiast tego mamy tryb fabularny, który kończy się nagle i bez satysfakcji, co zresztą nie jest przypadkiem – twórcy przyznali później, że przez problemy z budżetem i trzęsienie ziemi w 2011 roku, zrealizowali tylko ułamek tego, co planowali. Efekt jest taki, że fabuła wygląda jak szkielet, z którego ktoś zdarł mięso i skórę, zostawiając nas z niczym.


Zrozumienie tragedii, jaką jest fabuła SoulCalibur V, wymaga głębszego spojrzenia na to, co zrobiono z rodzeństwem Alexandros, bo to właśnie na ich barkach spoczywa cały ten ciężar beznadziei. Patroklos to postać, którą w założeniu mieliśmy chyba podziwiać za jego drogę do odkupienia, ale w rzeczywistości dostaliśmy najbardziej irytującego protagonistę w historii bijatyk, kogoś, kto pod maską „świętego wojownika” ukrywa zwyczajną, ślepą arogancję i brak jakiejkolwiek empatii. On nie jest bohaterem w klasycznym sensie; to raczej bezmyślna marionetka w rękach Elysium, która pod płaszczykiem walki ze złem wyżyna każdego, kto choćby odrobinę śmierdzi Malfestacją, nie zadając pytań i nie szukając prawdy.

Jego przemiana w wersję Omega to tylko wizualne potwierdzenie tego, jak bardzo dał się zmanipulować potędze Soul Calibur, stając się lustrzanym odbiciem tego, z czym rzekomo walczył, a oglądanie jego wiecznego naburmuszenia sprawia, że masz ochotę, by ktoś w końcu porządnie obił mu tę jego dumną twarz.


​Z kolei Pyrrha to zupełnie inny rodzaj udręki, postać zbudowana na motywie wiecznej ofiary, która przeprasza za to, że oddycha, nawet gdy właśnie wbija ci miecz w żebra. Jej motywy są tragiczne w ten najbardziej denerwujący sposób – to dziewczyna, która desperacko szuka akceptacji i bezpieczeństwa, a znajduje je tylko w mroku Soul Edge, bo nikt inny nie potrafił jej zapewnić niczego poza bólem i odrzuceniem. Motyw jej przemiany w Pyrrhę Omega to symbol całkowitego poddania się przeznaczeniu, którego nie potrafiła uniknąć, a jej ciągłe łkanie i lamentowanie nad własnym losem sprawia, że zamiast współczucia czujesz po prostu zmęczenie tą jej emocjonalną niestabilnością.






Grając w tę grę możesz zdobyć i 100 Graj

To rodzeństwo to para ludzi, którzy zamiast ratować świat, po prostu przerzucają się swoimi traumami, niszcząc wszystko dookoła, co w porównaniu do epickich zmagań Siegfrieda i Nightmare’a z poprzednich części, wygląda jak kiepski dramat rodzinny puszczony w środku nocy w telewizji regionalnej.


W całym tym bagnie jest jednak jeden jasny, a raczej mroczny i genialny punkt, którym jest Tira, i trzeba jej oddać, że w „piątce” to ona kradnie całe show, będąc jedyną postacią, która ma w sobie prawdziwą iskrę i pomysł na siebie. Tira jako „Ptak Śmierci” i mistrzyni manipulacji jest tutaj w swoim żywiole, bawiąc się Pyrrhą jak szmacianą lalką i pokazując, że jako jedyna czerpie prawdziwą, chorą radość z tego chaosu, który zapanował na świecie.


Jej dualistyczna natura, te nagłe przeskoki między radosnym szaleństwem a głęboką, morderczą depresją, idealnie pasują do klimatu gry, a fakt, że to ona pociąga za sznurki, sprawia, że jest o wiele ciekawszym złoczyńcą niż te wszystkie boskie byty razem wzięte. Tira to postać z krwi i kości, która mimo upływu lat wciąż ma ten sam jadowity urok, i szczerze mówiąc, to ona jest jedynym powodem, dla którego fabuła tej części ma w ogóle jakiekolwiek momenty warte zapamiętania


Niestety, tego samego nie można powiedzieć o Nightmare w tej odsłonie, który na tle swoich poprzednich wcieleń wypada wyjątkowo blado i średnio, tracąc tę całą aurę niepowstrzymanej siły natury, którą miał w SoulCalibur II czy III. Graf Dumas, który kryje się pod tą zbroją, to zaledwie cień dawnego Nightmare’a; brakuje mu tej mrocznej majestatyczności, którą miał Siegfried, gdy walczył z własną duszą, albo tego absolutnego, nieludzkiego chłodu pustej zbroi z trójki. Tutaj Nightmare to po prostu kolejny gość z wielkim mieczem, który niby chce podbić świat, ale robi to w sposób tak przewidywalny i pozbawiony głębi, że staje się niemal nudny, będąc tylko tłem dla perypetii rodzeństwa Alexandros.


W porównaniu do legendarnego Nightmare'a, który był ucieleśnieniem koszmarów każdego gracza, ten z piątki to tylko placeholder, który przypomina nam o tym, jak wielką potęgą była kiedyś ta seria i jak bardzo rozmieniła się na drobne w tej konkretnej części.








5.0 (głosów: 1)
Art napisany przez Pawełki.PL

Zaloguj się, aby zobaczyć komentarze

Gorące artykuły
Miejsce Nazwa gry i tytuł artykułu Kategoria Autor Rodzaj
1

MovieStarPlanet MSP Tutorial, podstawowa wiedza o grze MovieStarPlanet - MSP

Tutorial Light back
2

Anocris Anocris - przeglądarkowa gra z banankami

Recenzja Gremlininio
3

World of Tanks Jakie zmiany, nowości oraz poprawki zobaczymy w wersji 9.19.1?

Poradnik JestemKacper
4

Jak zalogować się do Pokemon GO.

Poradnik TurboBagiety
5

Fishing Planet - Najlepszy sposób na zarabianie waluty.

Poradnik Emanuel0
6

CSGO Prime (B2P) Heroic - omówienie drużyny.

Poradnik lynnSSky
7

5 najlepszych gier RPG do których warto wrócić

Recenzja Tybero
8

CSGO Prime (B2P) Dreamhack Valencia 2017 Europe Qual - podsumowanie.

Poradnik lynnSSky
9

Kings and Legends Karma na midzie - utility mage.

Poradnik evengace
10

FIFA 17 - kariera - młode gwiazdy - bramkarze.

Poradnik lynnSSky
Chat